|
czwartek, 08 maja 2008
nigdy...
wzrok
wybrał się na spacer, po równi sufitu. było tam wszystko. i starzec garbaty, i mały wóz, i odbicie księżyca... jak w dzieciństwie, gdy wpatrzona w drewniany sufit powoływałam do życia jedynych świadków prawdziwości. teraz tymi świadkami żywią się korniki drukarze... sypią jak piaskiem w klepsydrze stosy przetrawionego drewna... świeca skończyła się i zgasła. latający smok stawał się coraz dłuższy i mniej wyrazisty. rozpłynął się przy gładkim suficie i zniknął. jeszcze go czułam, choć już go nie było... jak w życiu. konsekwencje, smrody, kłody i niezgody. i tak sobie leżałam, otoczona murem, szklanym kloszem, mydlaną bańką. i nie przeszkadzało to nikomu. ani mi, ani jemu, ani komukolwiek innemu. i choć do dobrego brakowało całych hektarów czasu, przelanych bystrym strumieniem minut, to właśnie było dobrze. pokryte kurzem wyimaginowane gdybania, jakbybania, choćbybania przestały istnieć, bo nigdy nie były prawdziwe... kręcę się jak dziecięcy bączek wokół własnej osi. mienię się wszystkimi barwami tęczy, pomrukuję w tańcu...
sobota, 23 lutego 2008
wtorek, 05 lutego 2008
meandra...
przeszłość spakowała w kartony pod ich ciężarem uginają się piwniczne półki o przyszłości przestała marzyć brodząc po kostki w teraźniejszości uśmiecha się czasem do siebie pragnienie normalności ugasiła falą zwyczajności w niej topi wyobrażenie innych o tym, co powinna a czego nie jest samotnym meandrem na rzece życia...
poniedziałek, 31 grudnia 2007
kończ waść...
z wielką radością żegnam 2007 rok był najgorszym z możliwych wszyscyśmy się do tego przyłożyli los, i ja, i zbiegi okoliczności czas wyść z norki panno, idzie nowe...
czwartek, 18 października 2007
jak nie urok, to...
dziwny to czas. ale jak to mówi pewna "dama", biednemu zawsze wiatr w oczy, nóż w plecy i ch** w dupę... kampania wyborcza to przy tym pikuś... no może trochę przesadziłam. w ciągu 10 dni próba włamki do mieszkania i podpieprzenie auta... które dzięki TW się znalazło. a to dopiero. wygląda teraz co prawda jak syrena 100, ale jest. więc ja pytam, co jeszcze dwutysięcznysiódmyroku masz dla mnie uszykowane??? co do wyborów. mam nadzieję, że moje najbliższe urodziny będę świętować bez trzepotu premierskich skrzydeł...
piątek, 07 września 2007
sen-ty-menty...
gubię daty, godziny, dni planuję skrupulatnie urlop, od n-i-c-n-i-e-r-o-b-i-e-n-i-a kompletuję zdjęcia, by przed najstarszą w rodzinie snuć historie o tych wygnanych z kresów, którzy pozostali w polsce. już nie dzielą nas granice... rozdarte serca zabliźnione lub martwe... przeglądam stare albumy m. zdjęcia ze spotkań z ukochaną siostrą w bułgarii... jedna przyjeżdzała z polski, druga z końca świata... żadna nie była u siebie. odnajduję drzewo genealogiczne, które tworzyłam przez miesiące z m. sześć pokoleń... zapiski historii przez nią opowiedzianych... stare księgi, akty notarialne, różne (nie)ważne dokumenty. doszukuję się dopiero teraz, kim był pra pra pra... Bazyli... ona nie lubiła oglądać tych zdjęć... nie lubiła wracać do czegoś, czego już nie ma. ale gdy o nich mówiła, znów stawała się piękną, młodziutką dziewczyną. pakuję się i jadę... w podróż sentymentalną. ona by powiedziała: po co ci to kotuś...
środa, 22 sierpnia 2007
po
i przed...
pewna dama, ukochana co duszę zranioną ratować chciała w daleki świat, co tynfa wart pospiesznie wyjechała. to nie był żart, choć bardzo bym chciała lecz ona już wtedy dobrze wiedziała, że póki co nie wróci tu... gdzie czarnym deszczem mokną wyschnięte łąki, gdzie coraz to nowszym wykazuje się sprytem iluzjonista anansi... tu, gdzie życie i pod górkę, i pod wiatr, z syzyfowym głazem, co tłamsi każdą z nowo odkrytych prawd... jednak tęsknota uwiera jak wykrochmalony kołnierz a słowa pomyślane zatrzymuję w głowie, zaciskam w dłoni kolejny list, niewysłany, niedokończony...
poniedziałek, 20 sierpnia 2007
po drugiej stronie lustra...
śmiesznie... siedzę przed otwartym okienkiem bloxa z rozdziawiona gębą... oduczyłam się pisać. ot co. teraz, wracając do życia (blogowego też), trzeba małymi kroczkami dojść do siebie. więc... dochodzę... witajcie. jest tu jeszcze ktoś?
czwartek, 16 sierpnia 2007
uwalnianie intuicji...
rozgrzeszenie... wbrew naszemu przeświadczeniu, rok czy dwa to wcale nie za dużo, by przyjrzeć się własnym ranom, poszukać przewodnika, zastosować odpowiednie leki, pomyśleć o przyszłości. rok czy dwa to konieczne minimum. kobieta udomowiona to kobieta powracająca do swego naturalnego otoczenia. (...) bierze życie we własne ręce. aby na nowo nauczyć się najgłębszych żeńskich instynktów, musi najpierw zrozumieć, w jaki sposób zostały zniszczone. chcę zatańczyć w czerwonych bucikach, ale tylko tych, które własnoręcznie uszyłam...* *c.p. estes, biegnąca z wilkami
czwartek, 17 maja 2007
czwartek, 15 marca 2007
żyjemy w kraju...
Nawet jeżeli
nie wiesz co powiedzieć nie znaczy to że nie masz nic do powiedzenia i obojętne czy wiesz coś albo nie wiesz nie ma to znaczenia to są złudzenia a co jest ważne tylko że żyjemy w kraju cudownych metafor w czasach początków złudzeń i zmian i jeśli przyjdzie zapłacić nam za to dawno nie będzie nas nawet jeżeli nie wiesz co masz robić nie znaczy to że nie masz nic do zrobienia i obojętne co umiesz czy nie umiesz nie znaczy to że wszystko jest do stracenia a co jest ważne tylko że nawet jeżeli nie wiesz co się dzieje nie znaczy to że możesz tracić nadzieję i obojętne co cię nie rozsadza miliony mają rację reszta przeszkadza i co jest ważne tylko że (raz, dwa, trzy) nie mam już złudzeń, że państwo, w którym żyję, płacę podatki, przestrzegam prawa, ma mnie w dupie! nie będę płakać nad kosmicznymi wysokościami składek zus, podatków, papierologią i biurokracją nie będę użalać się nad swoim pechem i życiem od kilku miesięcy w ciągłym napięciu, ale do jasnej cholery nie zamierzam odpowiadać za pierdolone dziury w ustawach i tolerować gwałcenia moich praw. za chwilę kolejni moi znajomi spieprzają do Skandynawii, i nie ma sie co dziwić... wyjazd wciągam na listę planów!!!
wtorek, 06 marca 2007
środa, 28 lutego 2007
powrócisz tu...
takiej długaśnej przerwy w pisaniu bloo jeszcze chyba nie miałam. od dni kilku już, zasiadam przy komputerze z zamiarem napisania czegoś. wszystko albo zbyt banalne albo zbyt intymne... krytyk wewnętrzny, jak mój surowy nauczyciel w-t z podstawówki, wyciąga z szuflady gumowy wąż i wali po łapach jak coś mi nie pójdzie. i o ile nauczycielowi nie mogłam się sprzeciwić (raz to zrobiłam i gorzko żałowałam) tak krytykowi ostatecznie walę z rozkoszą w zęby i proszę by udał się na zieloną trawkę. może przy okazji zabrać ze sobą jeszcze parę osób i udac się... w pisdu... od jakiegoś czasu wstyd mi, że jestem polką. jak patrzę na tych, co to poprzez demokratyczne wybory doszli do władzy, dostaję kaczej skórki...znaczy gęsiej. bo to rząd oficjalny, system totalitarny. noo...to by było na tyle. ciepło pozdrawiam czytaczy-zaglądaczy:) i jedną czytelniczkę lub jednego czytelnika co tu wchodzi skoro świt... gdy panna na drugi bok się odwraca...wcześnie to strasznie.
poniedziałek, 15 stycznia 2007
kiedyś...
żyłam z kalendarzem w ręku i upychałam w nim ogromnie ważne rzeczy i choćby nie wiem co, musiałam je zrobić... był czas, że miałam marzenia, plany... byłam odważna...ryzykowałam - zyskiwałam bądź traciłam, ale nie czułam paralizującego strachu... kiedyś... potrafiłam jechać wcześnie rano do lasu, przy dwudziestostopniowym mrozie, z aparatem i statywem na plecach... czułam, że chcę żyć... że są tacy, dla których jestem ważna. kiedyś też czułam, że nie kocham i że nie jestem kochana. dziś mam problem, by wstać nie marzę i nie planuję swojego życia jestem przerażoną myszą, chowającą się w swojej norze. nie ryzykuję, bo nie mam czym nie jeżdżę do lasu wcześnie rano i nie patrzę nocą w gwiazdy... dziś została garstka tych, dla których jestem ważna dziś też kocham i wiem, że jestem kochana... i o ile kiedyś obwiniałam o swoje niepowodzenia wszystkich wokół, a na końcu dopiero myślałam o sobie...dziś... dziś wiem, że problem jest w mojej głowie. nie umiem już pisać bloga. nie potrafię... stałam się bezbarwna boję się ostatnio zastanawiałam się, czy gdybym umarła ktoś by to w ogóle zauważył? oprócz mojego męża i paru innych osób... jak wielu byłoby ludzi, dla których nie byłoby wszystko jedno... którzy by potrafili powiedzieć coś więcej niż...jaka szkoda, taka młoda...??? nie chcę by ktokolwiek, kto to czyta pomyślał, że się nad sobą użalam... ja po prostu przez te kilka ostatnich tygodni zwątpiłam w siebie i swoje życie. pozwoliłam sobie myśleć o sobie źle...albo wcale. "(...)Szare ulice, szare balkony, z widokiem na inne szare balkony, szare żony, szare spódnice, z widokiem na nowe szare spódnice, gdzieniegdzie jeszcze kocie łby, a w kocich łbach kocie sny. Ulica japońskiej wiśni niech ci się przyśni co jakiś czas, ulica japońskiej wiśni niech się wymyśli w purpurze gwiazd. Purpurą do góry, purpurą w dół, na końcu purpury Kanada i księżyc na stół.(...)"
czwartek, 21 grudnia 2006
nic to...
poranna kawa smakuje jak napis tytułowy filmu, który codziennie oglądasz... i nic cię tu nie zaskakuje nie straszy nie śmieszy i nie dziwi... bo codzień jest jak wczoraj i jak jutro czy...by ktoś o tobie pamiętał, musisz tupać nogami i krzyczeć "halo, tu jestem...?" być może częstotliwość kontaktów z przyjaciółmi i znajomymi wcale się nie zmieniła... tyle, że odstępów między nimi nie wypełnia już napięty grafik... ludzie mają troski i sprawunki sprawy na wczoraj przebieram w miejscu nogami, obgryzam paznokcie czekam... notuję czary-mary w makulaturowym dzienniku...
środa, 29 listopada 2006
Polska jest Kobietą
pod taką nazwą rusza projekt Manueli Gretkowskiej, stworzenia partii, która zajmie się ochroną prawną kobiet, opieką socjalną dla matek, refundacją środków antykoncepcyjnych, oświatą seksualną w szkołach etc... więcej info: http://www.polskajestkobieta.org/ (oraz: http://www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2397&Itemid=48)
poniedziałek, 13 listopada 2006
szuflandia...
w najwyższej szufladzie poupychane aspiracje, cele, plany... kolejna wypełniona po brzegi wodą, w której pływają mało ambitne zadania, na najbliższe dni... posprzątać, odkurzyć, złożyć łóżko, rozładować/załadować zmywarkę, zrobić obiad, poczytać, popisać, poczytać, posłuchać, zobaczyć, wysłać artykuł nie później niż 2 dni po terminie... w najniższej zakazy spalić nie więcej niż 10 papierosów dziennie nie przesadzić z kawą, nie pić zwykłej herbaty nie wychylać się przez okno... w szufladzie wyimaginowaj - wyrzuty sumienia... że zwalniasz, że stoisz w miejscu, być może się cofasz... wysiadasz z pędzącego pociągu, bo wymiotujesz na samą myśl o nim, a po chwili do niego tęsknisz... choć sobie powtarzasz ciągle, że to bez sensu. masz czas... nikt nie popędza... cieszy to i martwi jednocześnie to nie jest malkontenctwo, niezdecydowanie to obawa przed popełnieniem błędu...
sobota, 04 listopada 2006
niespodzianka...
diabełek nie wyskoczył z pudełka co prawda, ale... w czwartek niespodziewanie pan listonosz przyniósł przecudnej urody bukiet z jesiennych liści...zwiniętych jak pąki róż... dzięki Elu! :) a dziś...od rana telefon...Ren przyleciała, diablica jedna ani słowem nie wspomniała, że będzie, a jest... chwilo trwaj...
środa, 25 października 2006
uwiera(cz)
uwiera wykrochmalony kołnierz... pasek zaciśnięty na ostatnią dziurkę wyblakła czarna sukienka zawierucha w pończoszych oczkach obcierają nie moje szpilki deszcz rozmył makijaż zlizałam szminkę znikam...
poniedziałek, 23 października 2006
piątek, 20 października 2006
czwartek, 19 października 2006
środa, 18 października 2006
środa, 11 października 2006
paw królowej
koniec jest blisko królowa-panna pawia egzystencjalnego puszcza*... wybaczcie... ostatnie przymiarki, usuwam fastrygę piorę, pracuję, krochmalę moja wypasiona pracka czeka na obronę za tydzień, daj panienko przenajświętsza potańcuję słownik języka polskiego cz. ndk VIIIa - rzygnąć dk IVa
1. ‘zwracać na zewnątrz przez jamę ustną treść żołądka; wymiotować’ 2. ‘wyrzucać coś z impetem’ http://portalwiedzy.onet.pl/polszczyzna.html?qs=rzyga%E6&tr=pol-all&ch=1&x=0&y=0
czwartek, 05 października 2006
|